piątek, 8 listopada 2013

Haul kosmetyczny

Witajcie ;)
Czas na pierwszy haul na moim blogu. Wiem, że jest to coś co tygryski lubią najbardziej, więc nie mogłam w nieskończoność przedłużać tej chwili. Tradycyjnie- najwięcej jest paznokciowych produktów. No ale bez zbędnych ceregieli, przejdźmy do sedna sprawy:


Golden Rose Carnival (od lewej): #08 #13 #01 #12


Life (SuperPharm) #23 #24 #29 #22


Odżywka Eveline 8w1 (najlepszaaa)


Krem ochronny z tlenkiem cynku Bambino


Żele antybakteryjne Bath&Body Works

poniedziałek, 4 listopada 2013

Bell Air Flow Lotus Effect nr 29

Witajcie ;)
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam jeden z moich ulubionych lakierów do paznokci czyli Bell Air Flow Lotus Effect w numerze (prawdopodobnie) 29. Jest to intensywny atramentowy niebieski kolor.


Potrzeba minimalnie dwóch warstw do pełnego pokrycia paznokci, jednak ja dodałam trzecią. Konsystencja jest dosyć rzadka, lecz nie ma większych problemów z nakładaniem. Pędzelek ma tradycyjny- nie za gruby, nie za cienki. Formuła lakieru powinna pozwalać płytce swobodnie oddychać. Czy oddycha? Tego nikt nie sprawdzi. ;) Moje paznokcie zazwyczaj nie lubią się z lakierami przy końcówkach, więc po ok. 2 dniach pojawiają się drobne odpryski. Zaletą lakieru jest piękny połysk (bez top coatu) i szybkość wysychania. Już po ok 7 minutach możemy spokojnie wykonywać wszystkie czynności.



Dane techniczne:
- pojemność: 10 ml
- cena: ok. 10 zł (ja kupiłam na promocji w Biedronce za 5,99zł)
- ważność: 24 miesiące
- dostępność: Rossmman, Hebe, drogerie Natura, czasem Biedronka

Miałyście lakiery Bell z tej serii? Co o nich sądzicie?

sobota, 2 listopada 2013

Recenzja- Toni&Guy szampon do włosów cienkich i delikatnych

Witajcie ;)
Dni Wszystkich Świętych minęły w mgnieniu oka. Jest to jeden z niewielu okresów, kiedy cała rodzina spotyka się razem i wspólnie zapala lampki na grobach naszych bliskich. Uwielbiam ten klimat, gdy wszyscy razem chodzimy wieczorem po cmentarzu wśród tysięcy zapalonych lampek. Mam nadzieję że przez ten czas odpoczęłyście i zebrałyście siły do dalszego działania jak ja ;)

Dziś nadszedł czas na kolejną recenzję. Będzie to szampon marki Toni&Guy do włosów cienkich i delikatnych. Nigdy nie byłam zwolenniczką wydawania ogromnych pieniędzy na szampony do włosów, ale przyszedł czas na zrobienie wyjątku. Marka Toni&Guy była przeceniona w Rossmannie i nie mogłam się powstrzymać- cała ja ;).


Zacznijmy od opakowania. Jest ono bardzo praktyczne, wykonane z miękkiego plastiku. Podoba mi się minimalistyczna kolorystyka- przewaga bieli, czerni i trzeci kolor indywidualny dla każdej serii (w moim przypadku mój ulubiony fiolet). Pięknie prezentuje się na łazienkowej półeczce. Zamknięcie jest nietypowe- poprzez wciśnięcie jednego "guzika" wysuwa się drugi z dozownikiem szamponu.


Szampon ma kolor perłowej bieli. Bardzo dobrze się pieni, przez co jest bardzo wydajny. Konsystencja nie jest ani za rzadka ani za gęsta. Zapach przypadł mi do gustu ale szału nie ma, staniki nie latają. Składu rewelacyjnego ten szamponik nie ma, ponieważ wysoką pozycję utrzymał SLS.


Jednego mu nie można zarzucić. Moje włosy wyglądają po nim świetnie. Są mięciutkie, pięknie się błyszczą i wyglądają zdrowo. Nie ma problemów z ich rozczesywaniem. Cieszę się, że jest to szampon, który nie powoduje u mnie łupieżu (niestety często mi się to zdarza przy testowaniu nowych produktów do włosów). Znacznej objętości nie zauważyłam. Włosy przetłuszczają mi się standardowo po dwóch dniach.

Dane techniczne:
- pojemność: 250 ml
- cena: 39 zł (ja kupiłam na pormocji za 19,90)
- ważność: 12 miesięcy
- dostępność: Rossmann, Hebe

Podsumowując: jest to dobry szampon. Myślę, że kupię produkt ponownie ale jedynie po przecenie. Cena wyjściowa jest zdecydowanie zawyżona.

wtorek, 29 października 2013

Recenzja- Maybelline Volum Express One by One (wodoodporna)

Witajcie ;)
Już na początku chciałabym podziękować za ciepłe słowa i cenne wskazówki w komentarzach. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak wielką radochę mi sprawiłyście ( nie mówiąc już o kredycie zaufania w formie 3 obserwatorów). ;) Mam nadzieję, że Was nie zawiodę!

Dziś postanowiłam napisać recenzję wodoodpornej maskary od Maybelline czyli 'One by One'. Parę dni temu podczas promocji w drogerii Hebe dorwałam moją dawną miłość. Pamiętam, że pół roku temu miałam One by One w wersji zwykłej i byłam z niej bardzo zadowolona. Stwierdziłam, że najwyższa pora spróbować wersji wodoodpornej tradycyjnie w kolorze czarnym. ;)




Opakowanie jest typowe dla większości maskar marki Maybelline. Różnicą jest jedynie kolorystyka. Zaletą opakowania jest jego ujście, które wręcz 'pochłania' szczoteczkę i dozuje nam odpowiednią, minimalną ilość produktu. Szczoteczka jest silikonowa w kształcie klepsydry (jak podpowiada nam producent). Jest ogromna, ale nie ma większych problemów z używaniem jej. Warto wspomnieć, że szczoteczka jest bardzo elastyczna, co ułatwia aplikację.


Przejdźmy do działania. Zgadzam się z większością obietnic producenta.  Rzeczywiście, tusz pięknie rozdziela i nieco pogrubia rzęsy, co jest dla mnie szalenie ważne. W moim przypadku, muszę użyć zalotki aby mieć podkręcone rzęsy, ponieważ maskara w tym przypadku się nie sprawdza. Rzęsy są pokryte produktem od samej nasady. Szybko zasycha, nie robi efektu 'kserokopii'. Na co dzień preferuję naturalny makijaż, więc pokrywam rzęsy tylko jedną warstwą. Dla uzyskania mocniejszego efektu można dodać drugą warstwę i  w tej roli sprawdza się równie dobrze. Tusz przez cały dzień utrzymuje się na rzęsach, nie osypuje się. Rzęsy są elastyczne (nienawidzę sklejonych i sztywnych rzęs!) i zachowują swój kształt. Wodoodporność działa- tak, tak, wypróbowałam już łzawą komedię romantyczną ;) Demakijaż nie jest kłopotliwy.Podsumowując, polecam każdemu tę maskarę. Można uzyskać nią każdy efekt, jaki tylko zapragniemy ;)

Dane techniczne:
- 9,4 ml
- ważność: 6 miesięcy
- cena: ok.31 zł
- dostępność: Rossman, Hebe

A Wy co sądzicie o słynnym One by One? Jakie są wasze ulubione maskary?

niedziela, 27 października 2013

Pierwszy najtrudniejszy.

Witajcie moi drodzy ;)
Pierwszy post jest chyba najtrudniejszy, ponieważ kompletnie nie mam pomysłu na jego rozpoczęcie. Ale cóż, miejmy już to za sobą. Oby na kolejne posty nie zabrakło wny. ;)
Po blogosferze kręcę się już od dawna i często myślałam nad rozpoczęciem swojej przygody z własnym blogiem. Dziś nadszedł ten piękny dzień, gdy zebrałam się 'do kupy' i zrobiłam pierwszy krok.
Tak jak można wywnioskować z nazwy bloga nazywam się Aleksandra. Mam 19 lat i jestem studentką pierwszego roku pedagogiki na warszawskiej Akademii Pedagogiki Specjalnej. Moimi największymi pasjami jest taniec, make-up oraz stylizacja paznokci. Mam nadzieję, że spodoba Wam się mój i że przyjmiecie mnie do grona bloggerów z wyrozumiałością ;)